Kleszcze budzą wiele emocji i są dość paskudne, to fakt. Poniżej garść praktycznych informacji na ten temat.
Przede wszystkim, jeśli już odkryjemy, że ktoś ma kleszcza, należy go jak najszybciej usunąć. Nie każdy kleszcz przenosi boreliozę, ale im dłużej siedzi on w skórze, tym większe ryzyko, że bakterie przejdą z kleszcza na człowieka.
Jeśli dysponujemy specjalną pętelką lub „widełkami” do wyciągania kleszczy – świetnie, używamy tego. Sprzęt można zakupić w każdej aptece, warto mieć w domu. Jeśli nie mamy, a wyprawa do apteki spowoduje istotne opóźnienie w usunięciu kleszcza, wyciągamy go ręcznie. Trudno. Ten kto ma zwierzęta, nie będzie miał z tym problemu
Najwięcej emocji zawsze budzą ew. urwane podczas zabiegu wyciągania kleszcza odnóża i fragmenty aparatu gębowego, które mogą zostać w skórze, zwłaszcza kiedy kleszcz miał czas, żeby wpić się porządnie. Zdarza się to dość często. Co wtedy? W zasadzie nic. Odkażamy to miejsce. Można próbować te pozostałości usunąć igłą, jak zadrę, ale bywa to trudne. Nasz organizm potraktuje taki fragment jak ciało obce i najprawdopodobniej z czasem „samo wyjdzie”. Taki pozostawiony fragment kleszcza nie stwarza już ryzyka zakażenia chorobami odkleszczowymi.
Czego nie robimy? Nie smarujemy kleszcza masłem, alkoholem, staramy się go nie ściskać podczas wyciągania. Nie jedziemy z kleszczem na SOR